O zabiegu redukcji piersi myślałam od kilku lat, może nawet około dziesięciu. W zasadzie marzyłam
o tym, żeby mieć mniejsze piersi, jednocześnie bałam się operacji i tak sytuacja trwała. Życie z piersiami w rozmiarze I odbiega od standardów „normalnego” życia. Pojawia się coraz więcej ograniczeń w codziennym funkcjonowaniu i z czasem kobieta czuje się zakompleksiona, odosobniona, spada poczucie wartości.
Do każdej decyzji trzeba dojrzeć, w moim przypadku musiałam pokonać strach, który zablokował mnie na lata. Uważam, że decydującym momentem i bodźcem było ukończone 50 lat i coraz gorsza jakość życia, konieczność rezygnowania z wielu aktywności, dopasowanie poszczególnych dziedzin życia do ograniczonych możliwości pełnego funkcjonowania, niechęć wychodzenia z domu, ból fizyczny i wstyd związany z wyglądem. Do tego świadomość, że jest coraz mniej czasu…
Generalnie igły i widoku krwi. Był to dla mnie pierwszy zabieg w życiu, pierwszy wenflon, pierwsza narkoza itd. A igła jest dla mnie dużym problemem. Nie bałam się bólu. Okazało się poza tym, że nie odczuwałam go ani w dniu zabiegu, ani w następnych dniach.
Ogromną ulgę, swobodę, jestem na pewno dużo szczęśliwsza. Nie mogę doczekać się zakupu normalnych biustonoszy. Żałuję jedynie, że tak długo zwlekałam.
Dziękuję